Bardzo wyczekiwałem naszej profetowej podróży do Ziemi Świętej, gdyż nigdy w ojczyźnie Jezusa nie byłem. Słyszałem o tym, że ten pierwszy raz w Jerozolimie i w Palestynie, zawsze pozostawia niezapomniane wrażenia i już nigdy tak samo nie podchodzi się do wiary czy czytania Pisma Świętego jak wcześniej. Czekałem, jak się czeka na Boże Narodzenie. Czekałem na Betlejem, jak się czeka na święta co roku. Czekałem na Betlejem jakoś szczególnie i wyjątkowo, może dlatego że niedawno przeżywaliśmy Boże Narodzenie. Kiedy po przylocie do Izraela udaliśmy się z lotniska do Betlejem, to Betlejem mnie pokonało! Pierwszy pokonał mnie gołąbek pokoju z gałązką oliwna w dziobie i kamizelką kuloodporną. Pokonał mnie wielki mur otaczający to miasto, pokonali mnie żołnierze z długą bronią, pokonało mnie Betlejem, w którym ludzie są uciskani jakby byli pod okupacją. Pokonał mnie brak bieżącej wody w ich kranach i woda wydzielana w butelkach, za którą muszą płacić ciężkie pieniądze.

Gdy pewnego dnia, dostałem od mojego brata zdjęcie szopki, w której zamiast żłobu artysta umieścił wielki kosz na śmieci, to w pierwszym momencie pomyślałem sobie, profanacja! Ale zaraz potem przyszło mi na myśl dzisiejsze Betlejem. Przecież tak jest teraz w mieście narodzin Jezusa. Chrystus rodzi się w śmietniku! W śmietniku niewoli, w śmietniku ucisku, braku wody, zakazu opuszczania miasta, braku podstawowych praw jakie przysługują każdemu człowiekowi. Jezus rodzi się w śmietniku, który jest otoczony wielkim murem, a na każdym z rogów tego muru, jest wieżyczka wartownicza z żołnierzami trzymającymi długą broń, gotowymi bez wahania zabijać ludzi tylko dlatego, by utrzymać poczucie strachu i zamordyzm.

Podczas naszego pielgrzymowania, w jednej z konferencji mówiłem o homilii papieża Franciszka, wygłoszonej podczas pasterki. Jest tam taki fragment: „Wiara tej nocy prowadzi nas do rozpoznania Boga obecnego we wszystkich sytuacjach, w których uważamy, że Go nie ma. Jest On obecny w niedyskretnym przybyszu, tak często nierozpoznawalnym, chodzącym po naszych miastach, w naszych dzielnicach, podróżującym naszymi autobusami, pukającym do naszych drzwi. I ta sama wiara pobudza nas, aby dać miejsce dla nowej wyobraźni społecznej, nie bać się doświadczania nowych form relacji, w których nikt nie powinien czuć, że na tej ziemi nie ma dla niego miejsca. Boże Narodzenie to czas, aby przekształcić siłę strachu w siłę miłości, w siłę na rzecz nowej wyobraźni miłości. Miłości, która nie przyzwyczaja się do niesprawiedliwości, jak gdyby była czymś naturalnym, ale ma odwagę, pośród napięć i konfliktów, stać się „domem chleba”, krajem gościnności. Święty Jan Paweł II przypomniał nam: „Nie bójcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi” (Homilia podczas Mszy św. na rozpoczęcie pontyfikatu, 22 października 1978 r.).

To był początek naszego pielgrzymowaniu i wielu ludzi miało mieszane uczucia po wysłuchaniu tej konferencji. Niektórzy mówili: „Znowu wychodzi temat uchodźców, znowu dzielimy społeczeństwo na tych którzy są za i na tych którzy są przeciw. Przecież mieliśmy po prostu pielgrzymować do Ziemi Świętej”. Po tygodniu spędzonym w Betlejem i Autonomii Palestyńskiej, podszedł do mnie jeden z uczestników, który jest zdecydowanym przeciwnikiem przyjmowania jakichkolwiek uchodźców i ma za złe papieżowi Franciszkowi jego nalegania w tej kwestii. Powiedział: „Można nie lubić Arabów czy wyznawców Islamu, ale nic nie usprawiedliwia takiej niesprawiedliwości jaka jest w Betlejem!”

Betlejem, Betlejem… Miasto pokoju… Pokoju, który ma oblicze kuloodpornej kamizelki, maszynowego karabinu, dzieci które od lat nie były pod bieżącą wodą, luksusu tylko dla turystów i pielgrzymów…

Poznałem w Betlejem Adnana. Jest muzułmaninem i prowadzi w mieście małą kawiarnię. Chodziliśmy do niego co wieczór na kawę. Adnan mając 14 lat złamał izraelski zakaz pójścia do szkoły. Został schwytany na ulicy przez żołnierzy, wtrącony na pięć miesięcy do więzienia, a na koniec otrzymał zakaz opuszczania Betlejem na 120 lat. Mój muzułmański przyjaciel Adnan ma kilku synów. Chciałby choć jednego z nich wysłać do Polski, by mógł po prostu studiować, po prostu mieć jakąś szansę na to, by żyć. Poznałem w Betlejem chrześcijan, którzy żyją z wyznawcami Islamu w harmonii. Nie rzucają do siebie bombami ani wyzwiskami. Wszyscy w Betlejem są tak samo uciskani...

Czy Pan Jezus mógłby dzisiaj urodzić się w żłobie? Tak, mógłby się urodzić w żłobie. Ale dzisiaj częściej żłobem dla Niego jest śmietnik. Jezus rodzi się na śmietniku ludzkiego ucisku, śmietniku niewoli, śmietniku niesprawiedliwości i śmierci.

Betlejem mnie pokonało… Czekam na następną wizytę w tym mieście, czekam na nadzieję, że Chrystus się tam narodzi po raz kolejny już nie na śmietniku, ale w ludzkich sercach. Tych którzy tam zostali zamknięci, i w sercach tych, którzy ich zamknęli!

ps. 

1. Zdaję sobie sprawę z tego, że problem jest złożony. To co napisałem jest subiektywne i w żaden sposób nie wyczerpuje tematu. Chciałem jednak podzielić się tym co spowodowało we mnie Betlejem...

2. Zapraszam Was też do sięgnięcia po najnowszy Czas Serca, gdzie problem jest ukazany w znacznie szerszym kontekście. Niektóre artykuły zobaczycie TUTAJ, a pod tym linkiem możecie zamówić najnowszy numer!